czwartek, 14 lutego 2013

Kłamstwa na wysokich obcasach



Tytuł: Kłamstwa na wysokich obcasach
Autor: Gemma Halliday
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 229
Rok wydania: 2009
ISBN: 978-83-241-3435-9
Cena: 29,80 zł



           Komedie romantyczne to mój ulubiony sposób na popołudniowy relaks książkowy. Ale kiedy dodatkowo w grę wchodzi element kryminalny…nie spocznę póki nie skończę czytać! „Kłamstwa na wysokich obcasach” to właśnie jedna z takich pozycji. Książka wpadła w moje ręce przypadkowo (wygrzebałam ją z kosza przecen w jakimś supermarkecie) ale spowodowała, że (już teraz całkiem świadomie) sięgnę po pozostałe z serii „Na wysokich obcasach”.

           Okładka, jak przystało na kobiecą literaturę, jest soczyście różowa, co pewnie w głównej mierze przykuło moją uwagę. Pierwszy plan zajmuje para szpilek, bo to główna profesja bohaterki powieści – Maddie. Zapalona miłośniczka mody i projektantka obuwia, ma jeszcze jedno zajęcie, które wydaje się być jej trzecią pasją – doprowadza swojego hm…chłopaka (wciąż żadne z nich nie odważyło się zdefiniować tego związku) policjanta zresztą, do furii na granicy z rozpaczą z bezradności. Otóż Maddie, bardziej lub mniej świadomie, wplątuje się w niebezpieczne kryminalne zagadki. Tym razem nie było inaczej…

          Na planie kultowego serialu (przy którym mnie osobiście automatycznie nasuwa się skojarzenie z „Modą na sukces”) dochodzi do zabójstwa jednej z gwiazd. Ramirez, prawiechłopak Maddie, z racji swojego zawodu, prowadzi śledztwo w tej sprawie. Maddie nie byłaby sobą gdyby nie utrudniła mu tego zadania. Co prawda nieświadomie, ale jednak, nieźle zalazła za skórę jednej z kluczowych postaci areny przestępczej. Dziewczyna widząc, że Ramirez jest ehm…baaaardzo niezadowolony z takiego obrotu sprawy, postanawia się zrewanżować. Zatrudnia się na plan serialu jako garderobiana i przy okazji prowadzi swoje własne, alternatywne śledztwo. Oczywiście wielokrotnie ociera się o śmierć, czym jeszcze bardziej naraża się przystojnemu „złemu glinie”, ale koniec końców udaje jej się rozwikłać zagadkę i wszystko kończy się happy endem.


          Podsumowując, lekka, odprężająca lektura z dużą dawką uśmiechu. J

Kod Uzdrawiania



Tytuł: Kod Uzdrawiania
Autor: Alexander Loyd, Ben Johnson
Wydawnictwo: G+J Gruner&Jahr
Liczba stron: 320
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7778-114-2
Cena: 31,90 zł


            Są książki, po które sięga się ma księgarniową półkę, bo oprócz przyjemnej lektury niosą za sobą jakiś głębszy przekaz. Dokładnie tak jest w przypadku „Kodu uzdrawiania”. Tytuł jest dość krzykliwy…Jak to? Istnieje jakiś kod, po zastosowaniu którego wszyscy (bo autorzy twierdzą, że jest uniwersalny) będziemy zdrowi, zarówno psychicznie jak i fizycznie i efekt (przy prawidłowym stosowaniu) ma być długotrwały, a nawet dozgonny…? Jeszcze większe zdumienie wprawia mnie opis z dolnej części okładki: „Sam możesz sobie poradzić z przyczynami problemów zdrowotnych i uczuciowych oraz niepowodzeń. Uzdrowienie może nastąpić w 6 minut!”. 6 MINUT!!! To mniej więcej tyle ile zajmuje mi zaparzenie herbaty, albo umycie włosów! To…to…to…to jakaś bujda jest…Ja owszem, lubię tematy ezoteryczne i o bioenergoterapii i to nie była pierwsza tego typu pozycja w mojej biblioteczce. Jednak nie mogłam do tej książki nie podejść sceptycznie, bo gdyby ludzkości znany był cudowny lek na wszelkie dolegliwości, to Ziemia zamiast statusu planety, w kosmosie znana byłaby jako jedna z najjaśniejszych gwiazd, taki blask szczęścia biłby z jej powierzchni!

          Kierowała więc mną niepohamowana chęć poznania w końcu tego niesamowitego kodu. Zaczęłam czytać…

          Początek to historia problemu jednego z autorów, Alexa, i jego żony Tracey. Otóż kobieta ta cierpiała na długotrwałą depresję kliniczną. Jej mąż, lekarz z resztą, próbował wszelkich możliwych sposobów na to, żeby wyciągnąć ukochaną z tego, bądź co bądź bagna. Antydepresanty, medytacja, akupunktura, ćwiczenia relaksujące to tylko nieliczne drogi ich walki z chorobą. Alex jednak, pomimo ogromnej frustracji, za żadne skarby nie chciał się poddać. Pewnego dnia podróżując samolotem usłyszał głos Boga, który zesłał mu ten cudowny Kod Uzdrawiania. Jak podaje w swojej relacji: „W ciągu czterdziestu pięciu minut depresja kliniczna mojej żony…zniknęła.” Trzeba przyznać, że to…robi wrażenie! W dalszej części opisane są inne przykłady cudownych powrotów do zdrowia.

          Co jest więc TYM CZYMŚ co odróżnia Kod Uzdrawiania od innych, nieskutecznych metod? Wg autorów przyczyną wszystkich dolegliwości jest stres. Ok, to nie jest dla nikogo szokiem. Przecież współcześnie tylu ludzi praktykuje techniki relaksacyjne, specjalne metody oddychania, zwiększa czas ćwiczeń fizycznych, a jednak problem depresji i cierpień związanych z chorobami nie znika. Dlaczego? Autorzy twierdzą, że nie wystarczy nauczyć się zmniejszać napięcie nerwowe w danym momencie, bo stres jest zapisany w komórkach naszego organizmu. Nazywa się to „pamięcią komórkową”. Nasze komórki przechowują informacje poczynając od narodzin, aż do chwili obecnej. I właśnie ta pamięć jest odpowiedzialna za to, że nasz organizm reaguje na pozornie niestresujące sytuacje właśnie…stresem. Na szczęście tą „pamięć komórkową” można wymazać, albo chociaż unieszkodliwić. Do tego celu służy właśnie Kod Uzdrawiania. Jest to sekwencja 4 pozycji, w których wykorzystuje się własną energię (zgromadzoną w palcach obu rąk), kierując ją na 4 konkretne punkty ciała. Pomiędzy nimi tworzy się niesamowite pole energetyczne. Wcześniej należy przywołać możliwie najwcześniejsze wspomnienie związane z naszym problemem i dzięki tym 4 ćwiczeniom stanie się ono bledsze, aż w końcu zupełnie zaniknie. Następnym krokiem jest przywołanie kolejnych wspomnień dotyczących naszej dolegliwości i postępowanie w dalszym ciągu według ww. metody. Tak przebiega proces uzdrawiania pamięci komórkowej.

         Faktycznie sprawa wydaje się banalnie prosta. Przyznam, że po zakończeniu czytania byłam zdumiona, że tylu osobom udało się dzięki tej metodzie uwolnić się od cierpienia. Pomyślałam, że to może coś na kształt efektu placebo, ale autorzy jakby słysząc moje myśli (uwielbiam tego typu sytuacje podczas czytania J) od razu wytłumaczyli, że gdyby tak było to efekt byłby chwilowy, a dzięki Kodowi Uzdrawiania, żona Alexa nie miała objawów depresji przez następne 7 lat, czyli do momentu w którym książka była pisana.

         Pewnie oprócz stosowania przedstawionych tutaj ćwiczeń ważna kwestią jest wiara w powodzenie. Oczywiste jest, że przytoczone przykłady ludzi, którym Kod Uzdrawiania pomógł, rozwiał w jakimś stopniu mój początkowy sceptyzm, ale ciągle nie do końca przekonana byłam o zbawiennym działaniu tego środka. Postanowiłam jednak pewnego dnia zaryzykować. Miałam uporczywy ból głowy i pomyślałam sobie – czemu nie. Możecie wierzyć lub nie, ale…pomogło…J. Sama nie wiem co o tym myśleć, ale skoro ta metoda nie jest w stanie zaszkodzić, a może pomóc…J

        Serdecznie dziękuję mojemu chłopakowi, dzięki któremu ta pozycja wpadła w moje ręce J ( btw buziaki z okazji Walentynek!!! :*)

       Gorąco polecam osobom, które są otwarte na tego typu eksperymenty J

wtorek, 29 stycznia 2013

Szukając siebie




                                             Tytuł: "Szukając siebie"
                                             Autor: Grzegorz Bogusz
                                    Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza 
                                             (dziękuję po raz kolejny :))
                                             Liczba stron: 110
                                             Rok wydania: 2012
                                             ISBN: 978-83-7805-053
                                             Cena: 18 zł




„Szukając  siebie” autorstwa  Grzegorza  Bogusza to lektura, którą (przyznam szczerze) nie czytało mi się łatwo…J  I pomimo tego, że nie jest to gruba księga, a wręcz przeciwnie zawiera zaledwie 110 stron, pochłonęła mi najwięcej czasu w porównaniu z innymi książkami, które czytałam w ostatnim czasie.

Tematyka książki jest iście filozoficzna. Autor opisuje w niej swoja drogę, jaką pokonał próbując poznać siebie. Wyraźnie widoczne jest, że w życiu kieruje się ideami kantowskimi, ale nie tylko. Swobodnie przedstawia swoje doświadczenia życiowe w kontekście filozoficznym, ale także religijnym. Czerpie nie tylko z chrześcijaństwa ale m.in. również i z buddyzmu. Zastanawia się nad tym kim jest, skąd pochodzi.

Poza dzieleniem się swoim doświadczeniem, pomaga (zwracając się bezpośrednio do czytelnika np. „mój drogi przyjacielu”) w odnalezieniu drogi do oświecenia.

Odważnie forsuje swoje własne zdanie na różnorakie tematy np. „Cały idiotyzm wynika z tego, iż kształcimy psychologów i prawników po to, aby pomagać tym, którzy mogli by być wykształceni przez owych w czasie ich rozwoju. Innymi słowy, sami siebie skazujemy na błędne koło poprzez niemoc uzyskania miarodajnego, stałego i wartościowego egzystowania.”

Bogusz podzielił tekst na 3 części, z których ostatnia zakończona "CDN" jest zapowiedzią kolejnych przemyśleń autora.

Podsumowując, „Szukając  siebie” będzie idealną pozycja dla osób chcących pogłębić wiedzę na temat własnego „ja” . Momentami kontrowersyjna, czasem zabawna, ale na pewno otwiera oczy na wiele aspektów z życia wziętych, na które do tej pory często może nawet nie zwracaliśmy uwagi.

Gambit de Molaya


      
Tytuł: "Gambit de Molaya"
Autor: Christopher de Charnay
(dziękuję! :))
Liczba stron: 436
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-7805-033
Cena: 42 zł




         Gambit de Molaya Christopher’a de Charnay'a  to kryminał w najlepszym tego słowa znaczeniu. J Jego wartka fabuła faktycznie wciąga. Czytelnik ma szansę w ciągu kilku minut przenieść się z Moskwy przez Tokio do Toronto, bo tak skonstruowana jest akcja. Mamy wgląd w rozwój wydarzeń z różnych perspektyw. Bohaterowie rozsiani są po całym świecie i mają swoje indywidualne perypetie, które w sprytny sposób ostatecznie zaczynają się ze sobą splatać.

            Zaginione dokumenty, szpiegowanie, próby morderstwa, odnowione więzi rodzinne, afery wywiadowcze, to tylko nieliczne z pomysłów autora. Całość ma lekkie zabarwienie polityczne. Można doszukać się pułkownika, porucznika, generała, kapitana. Jednak ważnym jest fakt, że prócz wątków sensacyjnych pojawia się także i miłosny, co jeszcze bardziej urozmaica treść (i sprawia, że kobietom ta lektura będzie bliższa sercu. J) Tyczy się to m. in. relacji kapitana Wasilija Maksymowa do jego żony Kseni, oraz młodej stewardesy Eunice do instruktora sportowego, Patrica.

             Według opisu na tylnej okładce książki „gambit” to „otwarcie szachowe, w którym gracz poświęca jedną lub kilka bierek, w zamian za uzyskanie lepszej pozycji”. Tak jest w przypadku tej książki. Droga do celu nierzadko wymaga bezwzględności (o czym wielokrotnie przekonywał się chociażby Patrick, będąc na froncie wojennym) ale także i  ważne osobistości w państwie, obejmujące wysokie stanowiska. Dla nich poświecenie dla priorytetów to niejednokrotnie chleb powszedni.

            Podsumowując jest to idealna lektura na długie zimowe wieczory, bo po pierwsze jest dość obszerna (liczy sobie 436 stron), po drugie nie pozwala wkraść się nudzie, a w końcu (z całą pewnością :)) napięciem, które buduje, nie raz przyprawi czytelnika o szybsze bicie serca, co w efekcie polepszy krążenie i suma summarum…zrobi się cieplej. J

Ja i inne małpy




Tytuł: "Ja i inne małpy"
Autor: Teresa Urban
(dziękuję :))
Liczba stron: 200
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7805-206-7
Cena: 20 zł


Życie to niekończący się urlop przerywany krótkimi chwilami płatnego lenistwa”


            „Ja i inne małpy” autorstwa Teresy Urban została ustawiona w mojej biblioteczce na półce z książkami pod kategorią „ulubione” J.  Jest to doskonały przykład na to, że ludzie z każdej dziedziny gospodarki mogą (i co najważniejsze) potrafią pisać ciekawe opowiadania. Już po przytoczonym wyżej cytacie widać, że autorka jest niepoprawna optymistką, co daje jej opowiadaniom niezwykle słoneczny i odprężający charakter J W tym przypadku autorka jest mikrobiologiem, ale również i zapalonym podróżnikiem. „Ja i inne małpy” to zbiór takich właśnie krótkich historii (dokładnie 25)  z podróży, ale nie tylko. Autorka przedstawia czytelnikowi także swoje perypetie z różnego rodzaju zwierzakami. W dużej mierze są to króliki, których pani Urban jest zapalonym hodowcą od wielu już lat. Opisuje ich nietypowe zachowania, choroby itp.

            Zagubione bagaże, spóźnienie się na samolot, stanowczo odbiegające od oczekiwań warunki w hotelach, przygody z dzikimi zwierzętami to tylko nieliczne z tematów opowiadań autorki. Ona sama zaznacza już na początku, że nie będą to informacje turystyczne jak w przewodnikach, tylko kompilacja luźnych wspomnień ze swoich licznych wojaży po świecie. Wraz z nią wędrujemy m.in. po: Nairobi, Cejlonie, Włoszech, Majorce, Indiach, Karaibach, Wietnamie, Grecji, Goa. W każdej podróży towarzyszy autorce Małżonek, którego przedstawia w dość sarkastyczny sposób. Widać, że pani Urban ma duży dystans do siebie i otaczającego ją świata, co czyni jej teksty jeszcze bardziej przyjemnymi w lekturze.

            Polecam serdecznie! J

Kobieta, miłość i słowa





Autor: Maksymilian Bart-Kozłowski
Tytuł: "Kobieta, miłość i słowa"
(ponownie bardzo dziękuję za możliwość przeczytania :))
Liczba stron: 96
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7805-129
Cena: 16 zł



„A miłość jest jak morze
co napełnione jest wodą
          a deszczu nieustannie pragnie”


            „Kobieta, miłość i słowa” to wybór wierszy miłosnych Maksymiliana Bart-Kozłowskiego.
           
Niezwykle ciekawym jest w jaki sposób mężczyzna pisze o miłości.
Przyjęło się powszechnie uważać, że rozmawianie o emocjach, nazywanie ich po imieniu jest domeną kobiet. Jednak po lekturze tego rodzaju widać, że jest to wyłącznie stereotyp ;)
           
Głównymi tematami wierszy jest piękno zewnętrzne podmiotu lirycznego, porównywanie go do elementów przyrody, co daje czytelnikowi niezwykłe wrażenie lekkości, sielanki. Jednak charakter wierszy nie zawsze pozostawał beztroski, bowiem poeta porusza też temat rozłąki, tęsknoty, wtedy teksty stają się nieco smutniejsze, o węższej gamie barw w porównaniu z poprzednimi. Dla równowagi jednak możemy doszukać się poezji, które traktują o chwilach spędzonych razem. Te aż ociekają (oczywiście w granicach dobrego smaku J) szczęściem, tęczą, wspomnianą już wcześniej lekkością.
           
Bart-Kozłowski pisze o kobietach i dla kobiet, choć jest w opisywanym zbiorze wiersz adresowany głównie do mężczyzn. Ma przypis „Mężczyznom pod rozwagę”. Poeta pokazuje w nim swój szacunek i pokorę w stosunku do wewnętrznej siły kobiety:


„Potrafisz nawet bosą stopą
        Wędrować po stłuczonym szkle
              Jakby to był atłas błękitnego nieba
                                                  
                                                                   A my twardziele
               Przewracamy się na ziarenku maku”

                                                                                                                                                       
            Myślę, że to idealna lektura dla każdej kobiety, która w chwilach przeznaczonych wyłącznie dla siebie chce poza odprężeniem, ciała uspokoić także i myśli… J

Poezja i miłość




Tytuł: "Poezja i miłość"
Autor: Stefania Jagielnicka-Kamienicka
(któremu bardzo dziękuję za możliwość przeczytania :))
Liczba stron: 317
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7805-075
Cena: 30 zł




„Zadziwiło ją, jak bardzo stan ducha wpływa na odbiór zewnętrznego świata”



            „Poezja i miłość” autorstwa Stefanii Jagielnickiej – Kamienickiej to powieść o charakterze psychologicznym. Tytuł mógłby myląco sugerować, że podobnie jak w przypadku Bart-Kozłowskiego będzie to zbiór wierszy. Faktycznie można doszukać się kilku, jednak zdecydowanie przeważa tutaj proza. Szczerze mówiąc nie jest to łatwa i sielankowa pozycja. W dużej mierze przeważa tutaj smutek, cierpienie i głębszy, czasem ukryty sens. Dlatego lektura wymagała skupienia ;).
            
        Główną bohaterką jest Sabina. Wciąż młoda, rudowłosa, zadbana kobieta, przekonana o tym, że jej życiem i myślami sterują manipulatorzy, zatruwając ją tajemniczego pochodzenia wirusami. Ukojenie i wrażenie odzyskiwania równowagi emocjonalnej osiąga pisząc wiersze.
            
        Pasmo zmartwień zaczyna się od zawodu miłosnego. Sabina przekonana, że odnalazła swoją życiową miłość, nagle zostaje przez nią odtrącona. Tak jej świat traci sens. Później poznaje Hildę, dostojną kobietę, która stara się zaskarbić przyjaźń Sabiny. Jednak czy aby na pewno ma czyste intencje…? Na drodze rudowłosej bohaterki stają jeszcze m.in. domniemany ksiądz oraz nie do końca standardowe małżeństwo. Jak wpłyną oni na życie Sabiny…?
        
        Książka jest manifestem na temat desperackiej próby zachowania swojej tożsamości. Sabina-Polka z całych sił walczy z próbami wmówienia jej siłą tożsamości niemieckiej. Warto wspomnieć, że pomysłowość manipulatorów nie zna granic. Czy Sabina znajdzie sposób i siły żeby zwalczyć przeciwności losu i pozostać Polką…? Polecam lekturę J